Ile wydać na pierwszy gramofon, żeby nie żałować
Pierwszy gramofon kupuje się zwykle pod wpływem impulsu. Winyl wrócił do łask, półki sklepów uginają się od wznowień, a ceny gramofonów zaczynają się od dwustu złotych. Tyle że te najtańsze konstrukcje potrafią skutecznie zniechęcić do czarnego krążka w ciągu kilku tygodni. Warto więc ustalić realny próg wejścia, poniżej którego zabawa zamienia się w irytację.
Granica, od której zaczyna się sprzęt sensowny, leży dziś w okolicach 700–1000 zł. Za te pieniądze dostajemy napęd paskowy, ramię z regulacją siły nacisku i porządną wkładkę, którą można później wymienić na lepszą. Tanie modele poniżej 500 zł mają zwykle wbudowaną igłę nierozłączną z ramieniem, plastikowy talerz i brak regulacji antyskatingu. Efekt jest przewidywalny: przeskakująca igła, przydźwięk silnika i płyty rysowane po kilku odtworzeniach. Jeśli nie chcesz trafić na taki egzemplarz, przejrzyj ranking i porównanie, w którym znajdziesz gramofon do 1000 zł opisany pod kątem realnych parametrów, a nie tylko wyglądu.
Do samego gramofonu trzeba doliczyć jeszcze wkładkę zapasową, szczotkę do płyt i podstawkę antywibracyjną. Jeśli gramofon nie ma przedwzmacniacza, konieczny będzie zewnętrzny moduł albo wzmacniacz z wejściem phono. W praktyce budżet startowy zamyka się w kwocie 1200–1500 zł razem z osprzętem. Można oczywiście zacząć skromniej, ale wtedy trzeba liczyć się z tym, że po miesiącu część zakupów będzie do wymiany.
Kupno używanego sprzętu z lat siedemdziesiątych bywa rozsądną alternatywą, pod warunkiem że ktoś sprawdzi stan igły i paska. Bez tej weryfikacji łatwo wpakować się w koszty przewyższające cenę nowego budżetowego modelu. Niezależnie od wybranej drogi, warto ustalić sobie górną granicę wydatków i trzymać się jej. Gramofon to początek drogi, a nie jednorazowy zakup.